Jestem socjologiem. Szpiegiem w służbie Nauki.
Blog > Komentarze do wpisu
Okruszki.
część I dostępna jest tutaj: [>]
część III
dostępna jest tutaj: [>]

ostatnia aktualizacja: 19.11.2007



Blogowej odysei ciąg dalszy. Taki powinien być tytuł najnowszej notki. Jest 19 listopada 2007, a ja wracam do blogowania po kilkumiesięcznej przerwie. Powinnam się pewnie jakoś wytłumaczyć, uspraiwedliwić, napisać dlaczego mnie nie było, dlaczego nie odpowiadałam na maile i komentarze. I obiecać poprawę. No cóż, złamałam już tyle norm blogosfery (mój blog nie ma układu chronologicznego, nie mam blogrollu, nie staram się podtrzymywać blogowych znajomości), że złamanie kolejnej zasady można tylko i wyłącznie dopisać do mojego rachunku. Oraz zapytać, tak jak pytam, skąd i po co takie zasady blogosfera ma?

* * *

Jedną z najmłodszych subdyscyplin socjologii jest socjologia wizualna. Wątpliwości budzi przede wszystkim jej metodologia, gdzie obraz (fotografia bądź film) zrównany został w swej poznawczej wartości ze słowem (wywiadem, ankietą, monografią). Podczas spotkań tradycjonalistów z pionierami nowego kierunku w socjologii nie brak zażartych sporów i wzajemnego odmawiania sobie prawa do mówienia o tym, co socjologią jest, a co już nie.
W tym kontekście - sporu słowa z obrazem - przypomniała mi się następująca historyjka.
Kiedyś dyskutował sobie Jan Brzechwa z Janem Marcinem Szancerem, o tym, który z nich ma większe zdolności do przedstawiania świata. Brzechwa optował za słowami, Szancer upierał się przy rysunkach. W końcu Brzechwa zaproponował, by Szancer coś namalował: androny. Szancer zdziwił się i skapitulował. A wtedy Brzechwa na poczekaniu wymyślił:
Pan Marcin plecie androny,
Z czego plecie? Ano z łyka.
Taki andron upleciony
Jest podobny do koszyka.

Mam nadzieję, że socjolodzy wizualni nie poczytają tego, jako ataku na to, czym się zajmuję. Ja tak naprawdę bardzo Wam kibicuję i wierzę, że w socjologii wizualnej jest ogromny potencjał :)

* * *

Wczoraj (16.08.2007) Fakt na swojej pierwszej stronie zamieścił [coś takiego]. Mały [artykuł] poświęcił okładce gazetowy Deser. Niby wszystko jest w porządku: ot taki polityczny dowcip, podsumowujący polską rzeczywistość. Jest jednak w tej okładce coś, co mnie niepokoi. Patrząc na nią, mam wrażenie, że to taki skrypt dla niezorientowanych, dla nieinteresujących się polityką. Tyle tylko, że ten skrypt utrwala negatywny obraz polskiej sceny politycznej. Abstrahując od tego, że partie polityczne rzeczywiście nie działają idealnie, to jak obywatel ma ufać swojej władzy (władzy wybranej przez siebie w wyborach), jeśli wciąż "pakuje" mu się do głowy skojarzenie: politycy=pieniacze i awanturnicy. W ten sposób, to społeczeństwo obywatelskie w swej pełnej postaci jeszcze długo nie powstanie.

* * *

To blog socjoszpiega - tak sama siebie nazwałam. I wedle moich własnych słów, wypisanych na pierwszej stronie tego bloga, obserwuję, słucham, a czasem podsłuchuję. Pewnych granic jednak staram się nie przekraczać. Tak, zgadza się, większość opisywanych przeze mnie historii zdarzyła się naprawdę; większość słów została kiedyś przez kogoś powiedziana; większość osób istnieje w realnym świecie. Zawsze jednak starałam się chronić prywatność moich bohaterów - nie podaję ich imion, nawet inicjały nadaję nowe, staram się utrudnić identyfikację. Co więcej, w każdej historii, zanim ukaże się ona blogu, coś zmieniam, przeinaczam, przemilczam, dopowiadam. Bo ten blog nie jest kroniką i opisywane zdarzenia nie muszą być oddane w najdrobniejszych szczegółach. To, co się wydarzyło, to, co ktoś powiedział, to dla mnie tylko inspiracja, pretekst do snucia socjologicznych rozważań. Pod tym względem notki blogowe mają więcej wspólnego z fikcją literacką, niż z wiernym opisem realnego świata.
Piszę to wszystko z jednego bardzo konkretnego powodu. Kilka tygodni temu dokonałam swoistego coming-out'u, ujawniając adres bloga znajomym. Część z Was, Moi Drodzy, rozpoznała siebie wśród blogowych postaci, zidentyfikowano inne osoby i wydarzenia. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja bycia nawet anonimowym bohaterem może być dla Was w pewien sposób niekomfortowa. Nie chcę jednak zmieniać notek już napisanych, pozwólcie mi, by trwały w takim kształcie, w jakim je stworzyłam. Jednak więcej o Was nic już nie napiszę, to źródło inspiracji uznajmy za zakręcone. Nie chcę Was socjoszpiegować.

* * *

Znów genderowo. Tym razem rozmowa przy piwie, o zakładaniu rodziny, o posiadaniu dzieci. Odpowiadamy sobie na pytanie, dlaczego dzieci jeszcze nie mamy i wcale nam do tego nie jest pilno.
- Dzieci to ogromna odpowiedzialność. - mówi ona - Nie wiem, czy potrafiłabym je ochronić przed tym, przed czym chronić powinnam.
- Dzieci to ogromna odpowiedzialność. - mówi on - Nie wiem, czy potrafiłbym odpowiedzieć na wszystkie pytania, jakie może mi zadać dziecko.
Dwie płcie, dwie różne odpowiedzi. Przypadek?

* * *

Spotkanie zespołu badawczego, omawiamy problematykę, rozdzielamy zadania. Dwójka młodych doktorantów: On i Ona ma zająć się pewnym zagadnieniem w czterech możliwych aspektach: politycznym, gospodarczym, etyczno-obyczajowym i rodzinnym. Sugeruję, by podzielili się po równo, łącząc w po dwa zagadnienia: politykę z gospodarką i obyczajowość z rodziną. Krótka chwila na decyzję, czym kto się zajmie. On pozostawia wybór Jej. Patrzę i czekam: czy dziewczyna ulegnie genderowym stereotypom i zajmie się rodziną, koledze zostawiając 'poważniejszą' poliykę? On chyba na to właśnie liczy. Ona zastanawia się chwilę i decyduje: biorę aspekty polityczy i gospodarczy. Jemu z lekka rzednie mina, ja uśmiecham się do siebie. Wybaczcie Panowie, it's women's world.

* * *

Moje blogowanie właśnie zatoczyło koło. Pierwszy miesiąc funkcjonowania bloga to było pisanie tylko i wyłącznie dla siebie. Nie mówiłam nikomu o blogu, nie odwiedzałam innych blogowiczów, nie komentowałam. W drugim miesiącu ujawniłam bloga znajomym, w trzecim - uaktywniłam się na blox'ie. Szósty miesiąc przywitałam obecnością w Syndykacie. Przez ten czas popularnośc bloga rosła, miałam coraz więcej czytelników i blogowych znajomych. I coraz częściej łapałam się na tym, że piszę z poczucia obowiązku: bo ktoś czeka, bo wymogi Syndykatu. Momentem krytycznym okazał się początek ósmego miesiąca blogowania: popsuty laptop odeseparował mnie od internetu i uświadomił, jakim zobowiązaniom - dobrowolnym i nie - podlegam. Dziewiąty miesiąc bloga to powrót do źródeł: znów chcę pisać przede wszystkim dla samej siebie. Nie oznacza to, że lekceważę czytelników i komentatorów - cenię sobie ich obecność. Ale autorką bloga jestem ja i to mnie ta cała twórczość ma sprawiać radość. Dlatego teraz kolejne notki pojawiają się dość rzadko i nieregularnie, ale zgodnie z Syndykatowymi zaleceniami przynajmniej dwa razy w tygodniu. Jeśli jednak okaże się, że to nadal zbyt często jak na moje pisarskie potrzeby, to zrezygnuję z członkostwa w Syndykacie. Egoistycznie i wbrew idei serwisów społecznościowych stwierdzam, że blog jest przede wszystkim dla mnie.
Update po rozpoczęciu dziesiątego miesiąca blogowania: właśnie udustępniłam adres bloga swoim uczelnianym znajomym. I czuję, że znów mam chęć pisać dużo i często. Dla siebie, dla nich i dla każdego, kto będzie chciał czytać moje notki. Poza tym, oczekiwanie na kolejną fazę rozwoju blogowego - rozpoczęte :)



ostatnie notatki i socjoszpiegowskie archiwum znajdziesz [tutaj]




niedziela, 10 czerwca 2007, ag_nessie

Polecane wpisy

  • Okruszki

    część I dostępna jest tutaj: [>] część II dostępna jest tutaj: [>] ostatnia aktualizacja: 07.03.2009   Kategorie prawdy i kłamstwa , mimo pozornej

  • Okruszki.

    część II dostępna jest tutaj: [>] część III dostępna jest tutaj: [>] ostatnia aktualizacja: 19.05.2007. Z rozmów przy piwie. - Ładnie Tobie w tym nowym

  • Okruszki, czyli socjoszpiegowskie drobne myśli.

    Notatnik Socjoszpiega z założenia jest raczej szkicownikiem niż zbiorem gotowych artykułów. Teksty, które pojawiają się na tej stronie to pewne propozycje i teo

Komentarze
rdkg
2007/06/13 11:43:04
Zdecydowanie popieram pisanie dla siebie! :) Ja w swoim blogowaniu kieruję się zasadą sformułowaną przez pisarza SF Jacka Dukaja, który powiedział, że pisze książki, które sam chciałby przeczytać. Czy to nie prosta a jakże mądra zasada?
-
2007/06/14 13:01:34
Wiesz, tu nie chodzi o to co piszę (bo piszę sobie bloga właśnie według zasady Dukaja), ale jak często się produkuję. Sądzę, że czytelnicy blogów poza jakością notek zwracają dużą uwagę na częstotliwość ich pojawiania się. Sama kilka razy przyłapałam się na tym, że czekałam i niecierpliwiłam się, bo ktoś długo nie pisał nic nowego. I kilka razy, po wejściach odnotowywanych w statystyce, widziałam, że ktoś także czeka na to, co ja tutaj umieszczę. To chyba jest szersze zjawisko - taki przymus bycia online, w kontakcie, w zasięgu bloga, poczty elektronicznej i telefonu komórkowego.
UWAGA!
Blog zamknięty! Nie będzie już nowych notek, nie odpowiem na maile i komentarze. Choć wciąż co jakiś czas będę tu zaglądać i każdy komentarz na pewno przeczytam.

Socjoszpieg w innych miejcach Sieci to nie ja! Socjoszpiegiem byłam tylko tutaj!

Czytelniku!
Zanim palce na klawiaturze ułożą się Tobie w 'Ctrl+C' i 'Ctrl+V', pomyśl chwilę - zapewne pojęcie praw autorskich obce Tobie nie jest. Dlatego uszanuj moją pracę i kopiując jakikolwiek tekst, zawsze podaj źródło (czyli link do tej strony).