Jestem socjologiem. Szpiegiem w służbie Nauki.
Blog > Komentarze do wpisu
Okruszki.
część II dostępna jest tutaj: [>]
część III
dostępna jest tutaj: [>]
 
ostatnia aktualizacja: 19.05.2007.


Z rozmów przy piwie.
- Ładnie Tobie w tym nowym kolorze włosów. I pomyśleć, że jeszcze kilka tygodni temu byłaś blondynką.
- A wiesz, że sama jakoś inaczej się czuję? I nie chodzi o to, że zmieniło się odbicie w lustrze. Jak byłam blondynką, to postrzegano mnie jako słodką, delikatną dziewuszkę. Wiesz, ten zakodowany w świadomości wzorzec lalki Barbie. Jak przefarbowałam się na brunetkę, to wiele osób jakby odsunęło się ode mnie, jakby poczuli większy dystans. Nawet ja sama czuję się teraz inaczej. Jakby kolor włosów dodał mi pewności, siły, zdecydowania.
Socjologia wizualna + psychologia osobowości + antropologia kultury :)

* * *

Historia sprzed kilku laty, ale wciąż w swym wydźwieku aktualna.
Rozmawiam kiedyś z koleżanką o strojach, o nowych spodniach, które właśnie kupiła. W pewnej chwili koleżanka mówi coś takiego: "Jak ja bym chciała, żeby ten fioletowy przestał już być modny. Patrzeć na niego nie mogę. A wtedy mogłabym przestać go nosić".
Ofiara mody? "Modna konformistka"?

* * *

We wrześniu odbędzie się XIII zjazd Polskiego Towarzystwa Socjologicznego - największa i najbardziej prestiżowa impreza polskich socjologów. O samym zjeździe można poczytać [tutaj]. Zapisałam się do jednej z grup tematycznych, wysłałam abstrakt, który został zaakceptowany. Nie wiem jednak, czy tam się zjawię. Mam bowiem mieszane uczucia, jesli chodzi o tego typu imprezy.
Z jednej strony powinnam tam być, powinnam wystąpić. Przyjeżdżają tam wielkie nazwiska i dopiero wschodzące gwiazdy polskiej socjologii, uznane autorytety i osoby jeszcze kompletnie nieznane. Można sporo się dowiedzieć, posłuchać, nad czym pracują inni. Można samemu zaprezentować się o pokazać w socjologicznym światku. Z tego względu na zjeździe trzeba być.
Ale jest i druga strona medalu. Takie zjazd to spotkanie towarzystwa wzajemnej adoracji, mniej jest autentycznych naukowych sporów, a więcej przyklaskiwania wielkim i ignorowania maluczkich. To 'Bizancjum', jak mawia mój kolega. Tu obowiązuje 'kolejność dziobania'. Nie lubię tego typu spotkań, niecierpię takiej atmosfery. Do tego jeszcze napięte harmonogramy obrad, 20 minut na wystąpienie, ograniczony czas na dyskusje, słuchacze biegający od sali do sali, by tu zdążyć, tam posłuchać. To nie są 'długie socjologów debaty', to kalejdoskop referatów. Dlatego, chociaż powinnam tam być, to wciąż jeszcze nie wiem, czy rzeczywiście pojadę.

* * *

Socjologia niekiedy znieczula. Czytam o matce, która zabiła swoją córkę i popełniła samobójstwo. Myślę o zjawisku rozszerzonego samobójstwa. Czytam o tłumie, który zlinczował podejrzanego o gwałt na małej dziewczynce. Myślę o psychologii tłumu i mechanizmie kozła ofiarnego. Czytam... I w myślach zamieniam ludzkie emocje na naukowe pojęcia.

* * *

Kiedyś dziennikarze musieli liczyć na to, że na miejscu katastrofy, wielkiej tragedii znajdzie się ktoś z aparatem fotograficznym i utrwali najważniejsze chwile. Gdy waliły się wieże WTC w Nowym Jorku spektakl na ekranach telewizorów obserwował niemalże cały świat, ale sam moment ataku widzieli i zarejestrowali nieliczni. Strzelanina na Virginia Tech objawiła swój dramat w krótkich filmikach nakręconych telefonami komórkowymi, w mailach i rozmach internetowych prowadzonych przez studentów w trakcie zdarzeń i tuż po nich. Dziś każdy może być świadkiem. I opublikować to potem na swoim blogu, zamieścić na YouTube. Czas egalitaryzmu w 'świadkowaniu' historii.
* * *

a) Kładę się na stole operacyjnym, nade mną mruga światełko lasera. Za chwilę założą mi ochronne opatrunki, każą nie poruszać się i zacznie się zabieg laserowej korekcji wzroku. Już. Zaczęło się. Wstrzymuję oddech. Nie ma odwrotu. Cokolwiek się stanie. Może nie wrócę już nigdy do okularów, może za pół godziny będę widziała tak kiepsko, jak nigdy. Udało się. Widzę.
b) Zachodzę w ciążę, dziewięć miesięcy mija jeden po drugim. Rankiem budzi mnie dziwny ból. Zaczyna się poród. Szybka jazda samochodem do szpitala. Kilkanaście godzin. Na świecie pojawia się ktoś nowy. W moim życiu pojawia się ktoś nowy. Już na zawsze.
c) Stoję przy swojej ławce. On krzyczy na mnie już od kwadransa. Jakieś bzdury. Nie słucham go. W plecaku mam pistolet. Wyjmuję go i celuję w nauczyciela. Piewrszy krok zrobiłam, ale wciąż mogę się wycofać. Strzelam. On pada martwy. Teraz już nie mogę się wycofać. Zaczynam strzelać do pozostałych w klasie. Jeden z ostatnich naboi jest dla mnie.
Tak naprawdę to analiza poszczególnych etapów podejmowania decyzji jest domeną psychologii. O odpowiedzialności, skutkach naszych czynów może powiedzieć filozof, etyk. Dla socjologa zostaje niewiele czysto socjologicznej materii. Mnie jednak takie sytuacje fascynują: jedna decyzja i życie przeskakuje na zupełnie inny tor. Powrotu nie ma. Nie można przeprosić, 'odkręcić', spróbować za chwilę inaczej. Jedna decyzja, a potem to już tylko jej konsekwencje.

* * *

Socin pisała dziś o [tym] jak bardzo denerwują ją kolejne wynajdywane i etykietkowane pokolenia. Przyznaję, że mnie też coś trzęsie, gdy słyszę o pokoleniu jp2 czy mp3. Łatwość, z jaką szermuje się socjologicznym pojęciem pokolenia jest momentami przerażajaca.
Socjolodzy definiując pokolenie, mówią o pewnej zbiorowości ludzi, którym wspólne jest przeżywanie ważnego wydarzenia historycznego, a przeżycie to ma dalekosiężne skutki w całym ich późniejszym życiu. Trudno w życiorysach współczesnej młodzieży wyróżnić takie doniosłe historyczne wydarzenie, a już dominującego wpływu na dalsze życie w ogóle stwierdzić się na da. No chyba, że ktoś dysponuje szklaną kulą.
Barbara Fatyga proponuje wyróżnienie pokolenia w sensie wąskim, które definiuje jako: „(...) konkretną grupę ludzi, związaną wspólnotą doświadczeń (...). z reguły także charakteryzuje taką grupę podobieństwo sytuacji i statusu. Nierzadko jednostki ją tworzące są zaprzyjaźnione, a nie tylko razem coś przeżywają” . Fatyga wyróżnia następnie wspólnotę pokoleniową, którą stosuje do charakterystyki: „(...) szerszych zbiorowości społecznych, które nie identyfikują się z całością złożonego pokoleniowego przeżycia lecz tylko z niektórymi jego elementami (...) bądź ze stereotypami wytworzonymi na użytek szerszej publiczności i przez nią samą” .
Przyznam, że osobiście bardzo podoba mi się rozróżnienie Fatygi. Przyjmując jej punkt widzenia z czystym, socjologicznym sercem można rzec, że medialne 'pokolenie jp2' czy 'pokolenie mp3', to nie pokolenia, a co najwyżej wspólnoty pokoleniowe - różni młodzi ludzie, których coś łączy, ale zbyt mało, by odczuwali pokoleniową więź. A już na pewno żadna z tych wspólnot nie ma zasięgu ogólnopolskiego i ogólnomłodzieżowego.

* * *

Toczące się dyskusje o aborcji przywiodły mi na myśli koncepcję dwóch wolności Isaiah Berlina: 'wolności od' i 'wolności do'.
'Wolność od' to zdefiniowanie obszaru wolności - jak wiele mogę, dokąd sięga moja kontrola, od czego (od jakich zakazów) jestem wolna. Natomiast 'wolność do' to zdefiniowanie podmiotu kontroli: czy to jestem ja, czy to jest państwo. Wypełnia się moja 'wolność do' w mojej swobodzie wyboru stylu życia, w samorealizacji, możliwościach dokonywania wyborów. Według Berlina te dwa rodzaje wolności historycznie rozwijały się w różnych kierunkach, by w końcu znaleźć się w konflikcie.
Mam wrażenie, że przeciwnicy aborcji posługują się logiką 'wolności od' - definiują zakres wolności kobiety, jej możliwości decydowania o własnym losie. I tylko ten zakres ich interesuje, a nie faktyczny podmiot kontroli. Natomiast ruch 'pro choice' to logika 'wolności do' - kobieta ma być jednostką wolną w prawie samostanowienia, dokonującą wyborów i ponosząca odpowiedzialność za własne, autonomiczne decyzje.

* * *

Blogosfera, oprócz różnych innych funkcji, jest przede wszystkim kroniką. W blogach, jak w lustrze przeglądają się zdarzenia; jak w kroplach bursztynu zastygły emocje, opinie, fakty i relacje. Czytając blogi, odbywa się jednoczesnie podróż przez historię - odkrywa się to, co kiedyś wzruszało lub intrygowało. Zdarzenia współistnieją w narracjach różnych blogowiczów, składając się w mozaikowy obraz pamięci społecznej. Czytam blogi i wiem, kiedy zdarzyły się konkretne tragedie i chwile szczęścia, kiedy ktoś zwyciężył, kiedy ktoś umarł, kiedy dyskutowano o aborcji, a kiedy o ochronie przyrody. I przede wszystkim wiem, jak na tamto wydarzenie zareagowali mu współcześni, co sądzili, jak wyrażali swoje opinie. Kiedyś był jeden Gall Anonim, dziś kronikarzy są setki tysięcy.

* * *

S. rozstał się ze swoją dziewczyną. Byli ze sobą prawie 5 lat, mieli wspólne plany. Coś się popsuło, postanowili się rozstać.
S. bardzo dużo teraz pracuje, nie chce siedzieć sam w pustym mieszkaniu. Od czasu rozstania wikła się w coraz to nowe romanse, intensywnie szuka kolejnej partnerki. Sam przyznaje: ‘Kończę niedługo 27 lat. Czuję, że moje szanse u kobiet maleją’.
Giddens pisał kiedyś, że „(...) mężczyźni raczej nie przyznają się do tego, że chcą być kochani. W rzeczywistości jednak pragną miłości być może nawet bardziej niż większość kobiet. Jednakże potrzeba utrzymania zdobytej pozycji w sferze publicznej powoduje, że niechętnie przyznają się do swoich prawdziwych potrzeb.”
Jak widać na przykładzie S. – mężczyźni, mimo zdobywania pozycji w sferze publicznej, niekiedy i bardzo pragną miłości, i przyznają się do tego.

* * *

IV RP – puste hasło czy rzeczywistość? Określenie wymyślone, wprowadzone do dyskursu publicznego i spopularyzowane przez jedną partię polityczną. Już dawno opuściło słownik PiS-u i rozgościło się w wypowiedziach nawet pis-owskich przeciwników. To jeden ze znaczniejszych sukcesów, jaki można odnieść w propagandzie – Twój wróg mówi Twoim językiem. Jeszcze większym sukcesem jest, gdy uda się Tobie zmienić historię, wprowadzić nowe cezury, oddzielić jednym hasłem przeszłość od teraźniejszości.
Czy jednak IV RP faktycznie nastała? Czy to tylko językowa manipulacja, bo w rzeczywistości nic się tak naprawdę nie zmieniło?

* * *

Podsłuchane w autobusie komunikacji miejskiej:
- Ty nie kasujesz biletu?
- No co Ty! Nigdy! Jak widzę kanarów na przystanku to wysiadam. Raz czy dwa zapłaciłam karę. Ale z nieskasowanych już dawno mi się zwróciło.
- Wow! Ty to masz nerwy! Ja za duży tchórz jestem, żeby na gapę jeździć...
Uczciwość = tchórzostwo? Oszustwo = godna podziwu odwaga?




ostatnie notatki i socjoszpiegowskie archiwum znajdziesz [tutaj]




środa, 21 marca 2007, ag_nessie

Polecane wpisy

  • Okruszki

    część I dostępna jest tutaj: [>] część II dostępna jest tutaj: [>] ostatnia aktualizacja: 07.03.2009   Kategorie prawdy i kłamstwa , mimo pozornej

  • Socjologicznym szkiełkiem i okiem, czyli kurs metod i technik badań społecznych.

    Pomysł jest taki : uporządkować własną wiedzę o metodach i technikach badań społecznych, zanotować to, co przyszło mi na myśl podczas prowadzenia zajęć z MiTBS

  • Okruszki.

    część I dostępna jest tutaj: [>] część III dostępna jest tutaj: [>] ostatnia aktualizacja: 19.11.2007 Blogowej odysei ciąg dalszy. Taki powinien być tyt

UWAGA!
Blog zamknięty! Nie będzie już nowych notek, nie odpowiem na maile i komentarze. Choć wciąż co jakiś czas będę tu zaglądać i każdy komentarz na pewno przeczytam.

Socjoszpieg w innych miejcach Sieci to nie ja! Socjoszpiegiem byłam tylko tutaj!

Czytelniku!
Zanim palce na klawiaturze ułożą się Tobie w 'Ctrl+C' i 'Ctrl+V', pomyśl chwilę - zapewne pojęcie praw autorskich obce Tobie nie jest. Dlatego uszanuj moją pracę i kopiując jakikolwiek tekst, zawsze podaj źródło (czyli link do tej strony).